Przerwany łańcuch

PRZERWANY ŁAŃCUCH

Czego potrzebuje nasz naród? Ilekroć wraca do mnie to pytanie, nasuwa się jedna odpowiedź… Głodu. Nie! Nie śmiałbym życzyć swoim rodakom niczego złego! Nie mam na myśli głodu fizycznego, lecz duchowy. Taki, o którym pisze prorok Amos: „Oto idą dni – mówi Wszechmogący Pan – że ześlę głód na ziemię, nie głód chleba ani pragnienie wody, lecz słuchania słów Pana” (Amos 8:11) .
Czy chcesz, tak jak my, robić wszystko, by nie dopuszczać do rozrywania łańcucha edukacji biblijnej, albo naprawiać to, co jeszcze się da?

Historia naszego kraju obfitowała w okresy pożogi wojennej. Wichry wojny wiały raz ze wschodu, raz z zachodu. Były zabory i znowu wojny. Choć dzisiaj Polska jest wolnym krajem, to nie potrafi nacieszyć się tą wolnością. Ulega za to zniewoleniu i to we własnych granicach. W mediach coraz łatwiej o złe wieści niż o dobre. Niesnaski, niepokoje, niemoralność, niesprawiedliwość, materializm, okultyzm. Jako naród potrzebujemy przemiany. Ale co może ją przynieść? Głęboko wierzę, że może stać się to za sprawą Słowa Bożego, o ile tylko zamieszka w sercach Polaków. Życzę więc nam głodu Słowa.
Historia pokazała już wiele przykładów, kiedy to narody albo społeczności doświadczały przemiany, będącej owocem rozpowszechniania Biblii. Jednym z nich jest obecność Bożego Słowa przez kilka stuleci na ziemiach Śląska Cieszyńskiego. To ono zainicjowało przebudzenie w sercach ludzi. Przykładem może być duchowe przebudzenie z początku XX wieku, które ogarnęło głównie obszar dzisiejszego powiatu cieszyńskiego. Wprawdzie Polska była wtedy jeszcze pod zaborami, ale nasi przodkowie mieli dostęp do Biblii w ojczystym języku. Do uruchomienia przemieniającej mocy Słowa potrzebna była tylko iskra. Stało się nią właśnie wspomniane przebudzenie. W jego efekcie Biblia pojawiła się obok chleba na stołach wielu rodzin. Karmienie się Słowem pociągało za sobą przemianę moralności. Ożywiona i wzmacniana Bożymi prawdami wiara, kształtowała duchowy kręgosłup rodziny. Przemieniająca moc Słowa wpłynęła także na etos pracy. Przeobrażone życie jednostek i rodzin przekładało się na stopniowe zaprowadzanie ładu chrześcijańskiego w życiu lokalnego społeczeństwa.
Jednym ze słodkich owoców przebudzenia było wpajanie Bożych treści w umysły i serca dzieci. Został zapoczątkowany łańcuch edukacji biblijnej w domach. Rodzice nie ograniczali się do posyłania dzieci na katechezę, lecz, zgodnie z Biblią, sami dbali o wkładanie w serca dzieci słów życia. Realizowali w ten sposób Boży nakaz, jaki znajdujemy np. w Księdze Powtórzonego Prawa 11: 18-20 lub w Psalmie 78: 1-8. Szczególnie w Psalmie czytelna jest koncepcja nieprzerwanego łańcucha. Najważniejsze zadanie rodziców, to wpajanie w dzieci Bożej recepty na życie i kształtowanie charakteru w oparciu o Pisma. Jeżeli jakieś pokolenie jest przekorne i niewierne, krnąbrne i niestałego serca (jak czytamy w Psalmie), to dzieje się tak dlatego, że nie jest wierne Bogu. To z kolei jest poprzedzone przerwaniem łańcucha wychowywania w oparciu o Boże Słowo. Znam kilka rodzin, w których Biblia, jako chleb powszedni była w codziennym menu. Skuteczność takiej Bożej diety była widoczna w życiu kolejnych pokoleń aż do pokolenia, które okazało się krnąbrne, niestałe, Bogiem niezainteresowane…
Jakie to smutne, że jesteśmy dzisiaj świadkami takiego stanu rzeczy. W naszej pracy, w ramach projektu Edukacji Biblijnej, odkrywamy wyraźny spadek znajomości Biblii wśród pokolenia naszych córek. Wraz z malejącym poznaniem Słowa maleje zainteresowanie jego Autorem. Okazuje się, że ich jedynymi albo głównymi nauczycielami Słowa byli katecheci i nauczyciele szkółek niedzielnych. Karmienie się chlebem z nieba przestało być kultywowane przez rodziców. Katecheci czy nauczyciele szkółek mają więc coraz większą rolę do odegrania. Przekazują Słowo w miejsce rodziców. Z jednej strony dobrze, że są osoby chętne do takiej służby, z drugiej zaś wielka szkoda, że rodzice się nimi wyręczają. Przecież o wiele łatwiejsze i skuteczniejsze jest wpajanie Słowa w dzieci w sytuacjach codziennego życia, w domu, od samego początku. Katecheta takiej możliwości nie ma.

Lepiej kształtować niż naprawiać
Naszą pracę należałoby nazwać „naprawczą”. Dlaczego? Szkoląc katechetów i nauczycieli szkółek niedzielnych przygotowujemy ich do trudnej pracy wpajania prawd biblijnych w serca już ukształtowanych dzieci. Należy dodać, że są one ukształtowane przez świat wrogi Bogu i Jego Słowu. Używając słów Apostoła Pawła, takie dzieci, gdy dorastają, „zdrowej nauki nie mogą ścierpieć”. Przemawiamy w różnych miejscach i widzimy, jak obce dzisiejszym 20, 30-latkom są idee biblijnego chrześcijaństwa. Na kursach przedmałżeńskich, jakie prowadzimy w kościołach, często napotykamy ze strony par niechęć, a nawet opór, gdy opieramy zajęcia na Biblii. Są młode pary, które chcą mieć ślub kościelny nie wykazując jednocześnie zainteresowania Bogiem. Nawet na szkoleniach dla nauczycieli obserwujemy słabnącą znajomość Biblii. Zdarza się, że treści programowe szkolenia są bardziej potrzebne szkolącym się niż ich podopiecznym.
Po jednym z warsztatów, przygotowujących do pracy z dziećmi, moja żona podzieliła się ze mną pewnym przeżyciem.
– Wiesz, w trakcie przedstawiania pokazowej lekcji biblijnej zauważyłam na twarzy jednej z uczestniczek poruszenie i łzy w oczach. Podczas przerwy powiedziała mi, że to była lekcja dla niej. Poznałam problem, z którym się zmaga. Długo rozmawiałyśmy, szukając Bożego rozwiązania.

Ważniejsze niż metodyka
Szkolenie to nie tylko metodyka czy nowe pomysły, ale przede wszystkim Boże Słowo, które jest mocniejsze niż „miecz obosieczny, przenikający do szpiku kości” niczym rentgen… Pokazuje nam nasze myśli, pragnienia w obiektywnym świetle. Każdy z nas tego potrzebuje, bo uzdrowienie tej sfery wpływa na uzdrowienie naszych kroków. Fakt, że możemy służyć wielu osobom podczas warsztatów i szkoleń daje nam wiele satysfakcji. Szczególną radość przeżywamy wtedy, gdy widzimy, że uczestników poruszają biblijne treści. Nauczycielami zachęcającymi dzieci do poznawania Słowa Bożego są ci, którzy sami mają dlań szczególne miejsce w sercu i karmią się nim. Zatem głównym celem prowadzonych przez nas zajęć jest skuteczne „zareklamowanie” Biblii a dopiero drugim – przekazywanie kwestii metodycznych.

Zróbmy coś razem
Chcielibyśmy pomóc każdemu nauczycielowi, aby jego służba stawała się coraz bardziej pasją, a coraz mniej obowiązkiem. Prowadzimy warsztaty i szkolenia dopasowując ich zakres do potrzeb nauczycieli, którzy nas zapraszają. Lecz jest pewien problem. Często zaprasza nas mała grupa z odległego kościoła a ponieważ mamy ograniczone moce przerobowe nie jesteśmy w stanie przyjmować wszystkich zaproszeń. Stąd idea robienia czegoś razem.
Tak było, na przykład, z warsztatami w Opolu. Ola, przedsiębiorcza młoda osoba, poprosiła nas o ich przeprowadzenie, przygotowując je jednocześnie od strony organizacyjnej od A do Z. Pomimo tego, że jej grupa liczyła zaledwie kilka osób wzrosła 4-krotnie! W efekcie, na warsztatach pojawiło się 20 osób, reprezentujących kilka kościołów z 4 denominacji. Pan Bóg dał nam wszystkim wspaniałą społeczność. Niektórzy uczestnicy chcą więcej. Wierzymy, że opolskie warsztaty zostały zarejestrowane w Niebie jako dobre wydarzenie. Wszystko, co razem robiliśmy było przyczynkiem do naprawiania zerwanego łańcucha edukacji biblijnej w rodzinach. Lecz nie tylko to. Wspólne zajęcia osób z różnych kościołów, to także naprawianie więzi między chrześcijanami, które zostały naderwane przez historyczne podziały. Dziękujemy Bogu za swoisty koloryt warsztatów i różnych szkoleń, jaki nadaje im obecność sióstr i braci z różnych kościołów zgromadzonych w jednym miejscu.
Jeżeli czytasz ten artykuł a jesteś katechetą, nauczycielem szkółki niedzielnej albo rodzicem, to zapraszamy Cię do śledzenia nowinek (news’ów) na naszej stronie (www.eb.org.pl). Informujemy w nich o planowanych warsztatach i szkoleniach. Czy chcesz, tak jak my, robić wszystko, by nie dopuszczać do rozrywania łańcucha edukacji biblijnej, albo naprawiać to, co jeszcze się da? Może spotkamy się na jakichś warsztatach lub szkoleniu?
Zbyszek Kłapa
Edukacja Biblijna